Edukacja domowa

Zadanie domowe – jak przeżyć i nie zwariować

7 marca 2016

Wiecie, co dzieci myślą na temat zadania domowego? Mniej więcej to samo, co Wy, kiedy musicie zrobić po pracy lub w weekend kolejną super ważną tabelkę lub prezentację. Ja wiem, powiecie, że zawsze tak było i faktycznie, być może idealizuję moje czasy szkolne, ale faktem jest, że 25 lat temu mało kto słyszał o dwuzmianowości, o 13 kończyło się lekcje, a o 15 już brykało się na podwórku. Był czas na lekcje, zabawę, a nawet nudę. Czy teraz dzieci mają czas się nudzić?

Są prywatne placówki, w których nie ma prac domowych. W małych klasach uczniowie rozwiązują zadania w asyście i z pomocą nauczyciela. Czy w szkołach państwowych jest to możliwe? W żadnym wypadku. Teraz, z perspektywy nauczyciela domowego wiem, że realizację programu (nie mówię o podstawie programowej, a programie dyktowanym przez podręczniki) można podzielić na dwie części – tę, którą dzieci kochają i tę, którą w dużej mierze przypada rodzicowi. Każdego dnia w elementarzu omawiane jest jakieś zagadnienie z zakresu wiedzy o przyrodzie, społeczeństwie, technice, czy sztuce. Pod ten temat przygotowany jest w ćwiczeniach komplet zadań matematycznych oraz polonistycznych. My w domu znacznie przedłużamy pierwszy fragment lekcji, w której dziecko poznaje świat, bo wszystko jest ciekawe. Ostatnio od tematu muzyki i instrumentów przewędrowaliśmy do zagadnienia dźwięku, fal dźwiękowych, ich powstawania i sposobu odbierania przez nasz organizm. Filip swoimi pytaniami przeciągałby to w nieskończoność. Kiedy przychodzi do trenowania umiejętności pisania i liczenia robi się już trochę mniej fascynująco i nie zawsze podchodzi już do tego z takim zapałem. Ale wszystko jest w normie, dopóki program jest przerabiany z dzienną systematycznością. Tylko ponieważ nie przewiduje on przerw – zapełniony jest co do dnia, z wyjątkiem weekendów i świąt – każda wycieczka szkolna, każdy apel czy inna forma aktywności tak ważnych i naturalnych dla szkolnej rzeczywistości powoduje, że dzieci zamiast wypełniać część ćwiczeń w szkole, są zmuszone robić to w domu. Nauczyciel musi wykazać się przerobieniem programu, oczywiste jest to, że w pierwszej kolejności przerobi elementarz, bo takie jest jego zadanie. Jeśli czasu na resztę nie starczy, to dziecko ląduje w domu z czterema stronami ćwiczeń do wykonania. Czy to wina nauczyciela? Nie. Tak jest skonstruowany cały system, którego częścią nauczyciel po prostu jest. Duże klasy, dwuzmianowość, mało czasu na realizację programu i całkowity brak czasu na indywidualną pracę z uczniem oraz inne aktywności sprawiają, że to Ty rodzicu siedzisz potem z dzieckiem wieczorami i często w asyście szlochów i histerii zmagasz się z zadaniem domowym.

My tak spędziliśmy niejeden wieczór. To był jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się na edukację domową. Kończenie lekcji o 16 lub nawet 17 i robienie zadania na następny dzień przerastało nas momentami . Wiele się w tym czasie nauczyliśmy, a jeszcze więcej później, gdy już wspólnie i na spokojnie mogliśmy opracować najbardziej pasujące nam obojgu podejście do uczenia się. Dlatego z perspektywy zarówno rodzica, jak i domowego nauczyciela dzielę się moimi przemyśleniami i sposobami. To tylko 11 punktów. Nie, nie są one panaceum na wszelkie szkolne bolączki i żeby być szczerą to przyznam, że nam nadal zdarzają się gorsze dni, kiedy współpraca nie układa się wcale tak różowo. Ale ich zastosowanie niejednokrotnie może pomóc uniknąć błędów, które ja popełniałam i ułatwić życie.

Zadanie domowe – jak przeżyć i nie zwariować

1. Zapewnij przestrzeń do pracy

Chodzi o miejsce, gdzie dziecko będzie mogło swobodnie rozłożyć się ze swoimi bambetlami, gdzie nikt co chwilę nie będzie wchodził i go rozpraszał, gdzie będzie miało wszystko pod ręką i panuje względny ład. Nawet nie musi to być biurko (my często siedzimy przy jadalnianym stole), dziecko ma się czuć bezpiecznie i komfortowo.

2. Zapewnij ciszę i spokój

Zasada nr 1 – wyłącz telewizor. Jeśli Twoje dziecko należy do tych, którym musi szumieć coś w tle wspólnie wybierzcie muzykę. Filip należy do tych, których rozprasza nawet pies szczekający za oknem czy biegający wkoło brat, dlatego staram się pozabierać wszelkie rozpraszacze z pola widzenia i słyszenia i zapewnić spokój.

3. Wywietrz pokój

Nasz mózg do działania potrzebuje dwóch rzeczy: tlenu i glukozy. Kiedy pracujemy w pomieszczeniu ubogim w tlen nasza umiejętność koncentracji i przyswajania znacznie spada,stajemy się niechętni, podminowani. Są opracowania naukowe (np. The new psychiatry, Dr Nathan Masor) opisujące, jak ogromne znaczenie dla funkcjonowania naszego organizmu ma stopień jego dotlenienia i już zmniejszenie nasycenia tlenu w organizmie o 5 procent powoduje niekorzystne skutki, spadek o 15% może mieć wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego i nasze decyzje. Dlatego warto zapewnić tak bazową rzecz, jak świeże powietrze.

4. Przerywajcie ćwiczeniami fizycznymi

Wiecie, że jeszcze w latach 70′ szkolne lekcje były przerywane krótkimi seriami ćwiczeń fizycznych? Trudno orzec, dlaczego tego zaprzestano, bo był to zwyczaj bardzo słuszny. Ćwiczenia fizyczne to świetny sposób na pobudzenie organizmu i pobranie tlenu (który przed chwilą wpadł nam prze otwarte okno). My co jakiś czas robimy sobie przerwy, w czasie których wykonujemy serię tych najbardziej podstawowych ćwiczeń – przysiady, skłony, pajacyki. Jest chwila relaksu, krew zaczyna szybciej krążyć, a też zawsze się uśmiejemy, jak Dzidek próbuje razem z nami robić przysiady.

5. Śmiejcie się

To nawet lepszy sposób na dotlenienie i poprawę nastroju, niż ćwiczenia fizyczne, a na powyższym przykładzie widać, że można je też połączyć. Śmiechoterapia działa na dużych i małych, stosujcie ją, tym bardziej, że dla dzieci jest naturalna. Potrafią śmiać się ze wszystkiego i zawsze, wykorzystajcie to.

6. Zjedzcie czekoladę

Kiedy widzę u Filipa spadek formy, to wiem, że pora na zastrzyk potasu, magnezu, żelaza i węglowodanów w postaci dwóch kostek gorzkiej czekolady. Jest świetnym źródłem energii oraz poprawia myślenie i koncentrację (dzięki pirazynie). A do tego ile przyjemności 🙂

7. Naucz dziecko rozkładać duże zadania na mniejsze

Nic bardziej nie zniechęca, niż ogrom pracy, która przed nami stoi. Nawet dorosłego człowieka potrafi przerosnąć gigantyczne zadanie, którego nie podzielił na mniejsze kroki. Pokażcie dziecku, jak to zrobić, a nie będzie musiało uczyć się tego za 15 lat na szkoleniach z zarządzania czasem i organizacji pracy za grube pieniądze 😉

8. Pozwól dziecku na samodzielność

Zauważyłam prostą zależność: im bardziej stoję nad Filipem w oczekiwaniu na efekty… tym dłużej sobie postoję. Dopiero, kiedy to sobie uświadomiłam, nasze podejście do lekcji zmieniło się. Teraz staram się być dla niego pomocą, podręcznym źródłem wiedzy, do którego sięga, gdy tego potrzebuje. Taka asystencka funkcja sprawia, że dziecko sięga po naszą pomoc dopiero wtedy, gdy faktycznie samo nie potrafi poradzić sobie z zagadnieniem. U nas wygląda to w ten sposób, że Filip większość ćwiczeń robi sam, potem je sprawdzam i pokazuję mu miejsce, gdzie popełnił błąd. Wtedy on ponownie podejmuje próbę prawidłowego rozwiązania. Założeniem edukacji domowej nie jest uczenie dziecka, a pomoc w tym, żeby nauczyło się jak się uczyć 🙂 Odpuszczenie kontroli może przynieść naprawdę zaskakująco dobre rezultaty.

9. Zachowaj spokój

Tu się trochę pomądrzę, bo moja praktyka nie zawsze dorasta teorii. Najgorsze, co można zrobić to okazać zniechęcenie i irytację. Ja wiem, jak trudne jest tłumaczenie tego samego po raz pięćdziesiąty pierwszy, ale prawda jest taka, że to od rodzica zależy, w jakiej tonacji będzie spędzać te pracowite wieczory. Zmęczone dziecko będzie się poddawać, marudzić, płakać, krzyczeć, ale Wasze nerwy muszą pozostać ze stali. Inaczej eskalacja złych emocji i konfliktu są gwarantowane. Wiem, co mówię – przerabialiśmy to wiele razy i po każdej takiej nieprzyjemnej sytuacji po raz kolejny uświadamiam sobie: „Anka, to tylko i wyłącznie twoja odpowiedzialność”.

10. Dajcie dziecku czas

To była chyba dla nas najtrudniejsza i kluczowa rzecz: czas. W natłoku zajęć i obowiązków pozwoliłam porwać w ten wir Filipa i sprawić, że siedmiolatek miał poczucie ciągłej gonitwy i permanentnego spóźnienia. Całkowicie różniły się u nas dni, kiedy wcześnie kończył lekcje i te, kiedy zadanie domowe zmuszony był odrabiać o godzinie 17, 18. Zmęczenie, tykający zegar i świadomość, że koniecznie coś na jutro musi zrobić powodowały frustrację i u niego i u mnie, a ostatecznie skutkowały dużymi emocjami i konfliktem. Dopiero, kiedy dawaliśmy sobie czas na pobycie razem, wspólne wygłupy, chwilę rozmowy okazywało się, że zadanie domowe stawało się nagle jakby mniej straszne. A nawet wtedy, gdy ochota na zadanie wcale nie przychodzi, to mając w pamięci przepłakane przez Filipa wieczory niejednokrotnie zastanawiałam się – a co jeśli…

11. Czasem odpuść

Waśnie, co jeśli wcale tego zadania nie zrobi? Nie, nie chodzi o odpuszczanie dziecku i przekaz „możesz nic nie robić”. Chodzi o chwile, kiedy zmęczenie i rozpacz w oczach dziecka są tak duże, że nie można ich zlekceważyć. Zmuszone dziecko odrobi lekcje, choćby w stanie największej rozpaczy, ale coś w nim pęknie. Może być to zafascynowanie nauką, które dzieci naturalnie w sobie mają lub zaufanie do rodzica, który przecież miał je chronić. Oceny nigdy nie powinny być ważniejsze od dziecka, dlatego są momenty, kiedy warto odpuścić. To nie walka o złote gacie, tylko coś ważniejszego – wychowanie szczęśliwego człowieka.

Nie wykluczam, że Filip wróci do szkoły, może już nawet po zakończeniu edukacji wczesnoszkolnej i marzy mi się szkoła, w której to nauczyciel będzie miał wiedzę i czas, by podpowiedzieć dziecku najłatwiejszy dla niego sposób opanowania ułamków, za to rodzic będzie miał czas, by w czwartkowe popołudnie pojechać z dzieckiem do lasu i w naturze pokazać mu warstwy lasu. Bo pokazywanie świata, to przecież ta najfajniejsza i najprzyjemniejsza część nauki, na którą obecnie często nie starcza czasu. Czy wnoszę postulat całkowitej rezygnacji z prac domowych? Jestem realistką i zdaję sobie sprawę, że w szkolnictwie państwowym nie będzie to możliwe jeszcze długo. Ale marzy mi się, żeby w tym wszystkim było coś ważniejszego, niż wyrobienie się z wypchanym po brzegi programem – czas na to, żeby dzieci mogły czas być dziećmi.

 

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!