Bloger jest jak dobrze prosperująca agencja

| |

Przeszło rok prowadzenia bloga dostarczył mi zadziwiających wniosków – mnogość wyzwań, z jakimi musiałam się zmierzyć i różnorodność kompetencji, jakie było mi dane w tym czasie liznąć równa się mniej więcej podjęciu pracy w nowej firmie na całkiem dotychczas nieznanym stanowisku. Wymaga niezłego samozaparcia, ogromnej intuicji i chęci zdobywania wiedzy na własną rękę. Ale umówmy się – to szkolenia dla blogerów są jedną z najprzyjemniejszych i najbardziej efektywnych form rozwijania się i korzystam z niej, kiedy tylko mogę. Ale od początku.

Na początku było słowo

Słowo to podstawowe narzędzie blogera i kompetencja, nad którą należy pracować w pierwszej kolejności. Ja zawsze lubiłam pisać – pamiętniki, wiersze, opowiadania. Większość z nich nie ujrzała światła dziennego i biorąc pod uwagę, że w moim starym pokoju w domu rodzinnym porządki były robione już nie raz, raczej już nie ujrzą. Jedne studenckie wakacje poświęciłam na rozwijanie tych umiejętności i odbyłam staż dziennikarski w Stołecznym wydaniu Gazety Wyborczej, a jego efekty zachowały się w postaci drukowanych wydań gazet z moimi artykułami. Aż łezka kręci się w oku.

Jak w tej chwili rozwijam tę umiejętność? Głównie przez czytanie. Bo jak tu nie posłuchać Mistrza Kapuścińskiego, który pięknie ujął to zagadnienie mówiąc, że żeby napisać jedną stronę książki trzeba przeczytać sto stron innych książek. Nie śmiem z tym dyskutować.

Sam na sam z obiektywem

Opanowanie posługiwania się aparatem było dla mnie jednym z największych wyzwań. Nie da się pisać o przepisach i prezentować potrawy bez ich pokazywania. Obserwując z perspektywy czasu pierwsze zdjęcia zamieszczone na blogu widzę progres niewiarygodny. Ale nadal zdaję sobie sprawę z ogromu pracy, jaki przede mną. Bo choć intuicja całkiem nieźle podpowiada mi kompozycję, tak pędząca codzienność uniemożliwia właściwe zgłębienie tematu przysłony, czasu naświetlania i innych podobnych. ? Cała fascynująca dziedzina fotografii jeszcze do odkrycia!

Cel, pal

Bardzo lubię motywujące wystąpienia „wielkich tego świata” na temat strategii rozwijania bloga, zarabiania, spójności prowadzonej komunikacji, czyli to wszystko, o czym pisałam przy okazji Blog Conference Poznań. Wielkie słowa i wielkie plany, zwykle przerastające moje myślenie, które co najwyżej wybiega 3 wpisy na przód. Warto się tego uczyć i wprowadzać w życie, choć odnoszę wrażenie, że to raczej kwestia dojrzałości blogowej i albo w pewnym momencie się to opanowuje i osiąga sukces, albo ostatecznie pisze się dla siebie i niewielkiego, acz wiernego grona czytelników. I wcale nie mam przekonania, że jedynie pierwsza z tych dróg jest słuszna. To nasze samopoczucie i zadowolenie z tego co robimy powinno nam dyktować ścieżkę.

Szkolenia dla blogerów – ziemia obiecana

SEO, facebook, Analytics – słowa wytrychy dla każdego blogera. Żadne z tych słów nie było dla mnie nowością ale kiedy przyszło co do czego zaliczałam porażki jedna za drugą. „Jak to się obsługuje i do czego, cholera, to właściwie służy?” padało w moich myślach przy każdej okazji.

Rozwoju tego obszaru bez merytorycznych i dobrze prowadzonych warsztatów nie wyobrażam sobie w żadnym wypadku. Pewnie niektórzy są w stanie tę wiedzę przyswoić sobie z materiałów pisanych. Ja najlepiej przyswajam na żywo i na konkretnych przykładach, dlatego tym bardziej cieszyłam się jak dziecko, że mogę wziąć udział w warsztatach prowadzonych przez dom mediowy Zenith Optimedia, a konkretnie agencję Performics będącą częścią grupy. Rozpracowywaliśmy co zrobić, żeby nasz blog w ogóle było widać w sieci (bez SEO nie da się żyć), jak to sprawdzać (Analytics prawdę ci powie) i jak wykorzystać do promowania bloga siłę facebooka (bo ma tę moc). A wiecie, jakie, dodatkowe atuty mają takie szkolenia (oprócz merytorycznych, bo te są podstawowe i oczywiste)? Można poznać fajnych ludzi, zarówno tych pracujących od strony agencyjnej, jak i blogujących. Ja wyszłam z głową napakowaną wiedzą i pomysłami, które powoli zaczynam wdrażać na blogu.

Chcesz współpracy, to wymyśl ją sam

Ten motyw przewija się przez prawie wszystkie ostatnie blogowe spotkania, także to w Performics – nie czekaj biernie, działaj. Opracuj koncepcję i zaproponuj ją konkretnej firmie. Czas artykułów sponsorowanych się skończył, „w końcu” tailor-made tak już wyświechtane w świecie reklamy wkroczyło do blogosfery. A ja się tylko uśmiecham i przyklaskuję, bo bardzo się z tym podejściem zgadzam. Wymyśl, sprzedaj, zrealizuj.

Widzicie teraz zbieżność? Jak nic widzę tu pracę dla stratega, accounta, new biznesa, grafika i copy writera. O kimś zapomniałam? ? Zobaczymy, może na kolejnym szkoleniu dla blogerów odkryję coś jeszcze.

 

Previous

GRANITA TRUSKAWKOWO-ARBUZOWA

IDEALNIE PIECZONE ZIEMNIAKI

Next

8 komentarzy do wpisu „Bloger jest jak dobrze prosperująca agencja”

  1. Co prawda to prawda Aniu ? szczególnie z tym skrojonym na miarę pomysłem. Ja póki co jestem na etapie myślenia co dalej z blogiem. Fajnie, że Ty masz już pomysł na to co chcesz robić ze swoim i ruszyłaś na szkolenia dla blogerów. U mnie troszeczkę wolniej, bo od kwietnia włączyłam opcję „slow” i choć czasami mam wyrzuty sumienia to jednak dobrze mi z tym teraz ? Pięknie wypadłaś dzisiaj w PNŚ. O ile bardziej autentycznie niż prowadzący! I te plastikowe pudełka to dla mnie ważna wiedza! Ściskam ciepło! ?

    • Oj, nie do końca wiem, nadal szukam ? Trzymam też kciuki za Twoją nową drogę, wszystko się ułoży.
      W PnŚ było fajnie. Trochę stresu, ale jestem wdzięczna za tak wyjątkowe doświadczenie ?

  2. Sama prawda! Ja nie cierpiałam na początku tych wszystkich wtyczek, zmian czcionek… rany, jak sobie pomyślę, jak oglądałam tutoriale na yt i jednocześnie to robiłam… ?

Dodaj komentarz