Edukacja domowa

Co się kręci przy ED, czyli zmiany w ustawie o oświacie dotyczące edukacji domowej

10 listopada 2016

Ci, którzy śledzą wydarzenia związane z ED pewnie już o tym wiedzą, ponieważ zmiany w ustawie o oświacie dotyczące edukacji domowej znane są od 16 września. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Ponieważ cały czas miałam jakąś całkiem nieuzasadnioną nadzieję, że ktoś wysłucha głosów padających podczas konsultacji społecznych i trochę się opamięta. Nadzieja okazała się w tym wypadku głupotą, bo 8 listopada rząd przyjął projekt ustawy wprowadzającej kolejną reformę edukacji. Wszystkie sugestie środowiska zostały całkowicie zignorowane, a najbardziej zabawne jest, że w omówieniu wyników przeprowadzonych konsultacji czytamy, że to wszystko tylko dla naszego dobra.

Zmiany w ustawie o oświacie dotyczące edukacji domowej

1. Subwencja oświatowa na poziomie 80%

W ostatnich dniach 2015 roku informowałam na blogu o bożonarodzeniowym „prezencie”, który otrzymaliśmy jako edukacja domowa od MENu. Chodziło mianowicie o obniżenie wysokości subwencji oświatowej (czyli pieniędzy, które idą za dzieckiem do wybranej placówki) do poziomu 60% stawki podstawowej. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że to nawet nie sama decyzja była taka szokująca, jak forma jej wprowadzenia – na tydzień przed wejściem zmian w życie, w środku roku szkolnego, kiedy szkoły miały zaplanowane budżety. Po tej sytuacji przy ministerstwie powstała grupa robocza, która przedstawiała konkretne wyliczenia i miała być konsultantem wprowadzanych zmian. Efektem tych działań jest podwyższenie wartości subwencji do 80%. I to jedyna dobra informacja. Bo dalej jest już tylko gorzej.

2. Rejonizacja szkoły do terytorium województwa

Nas bezpośrednio ten zapis nie dotyka, bo mieszkamy w najbliższych okolicach Warszawy i wybór placówek wspierających ED mamy dosyć spory. Większy problem w tym wypadku pojawia się dla osób mieszkających w województwach, gdzie takich szkół jest niewiele. Argumentacje, że wtedy „rodzicom będzie bliżej” jest o tyle zabawna, że w zasadzie chyba każdy z nas wie, dokąd ma bliżej i nie potrzebuje do tego podpowiedzi ministerstwa. Szczerze, nie zazdroszczę też rodzicom mieszkającym za granicą, którzy chcieli uczyć dzieci sami, a teraz będą zobowiązani do posłania ich do lokalnej szkoły. Dla niejednej osoby pojawi się też konieczność dalszego dojazdu, szczególnie dla osób mieszkających na granicy województwa, które najbliżej miałyby do szkoły za miedzą, ale na terenie innego już województwa. Powiedzmy też szczerze – nie wszystkie rodziny w ED korzystają na stałe z zajęć w swoich „macierzystych” szkołach i czasem w ciągu roku mają tylko zdalny kontakt, a fizycznie pojawiają się jedynie na egzaminach. O co chodzi? Zapewne o pieniądze i nacisk jednostek samorządu terytorialnego, choć to jedynie moje domniemywania.

3. Opinia jedynie z poradni publicznej

Do tej pory w ramach procesu przejścia na ED opiekun miał obowiązek przedstawić opinię z poradni psychologiczno-pedagogicznej, zobowiązać się, że zapewni dziecku warunki do opanowania podstawy programowej oraz tego, że dziecko będzie przystępować do egzaminów klasyfikujących. Na tej podstawie dyrektor placówki wydawał zgodę (w domniemaniu mógł jej także nie wydać).

W okresie wakacyjnym w środowisku ED trochę zawrzało, ponieważ podważono opinie z poradni w przypadku niektórych dzieci. Okazało się, że chodziło o opinie, w których „poradnia psychologiczno-pedagogiczna” nie jest placówką nadzorowaną przez MEN, a działalnością gospodarczą. W związku z tym, na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, beknąć musieli wszyscy. Okazało się, że wraz z wchodzącymi w życie zmianami prywatne poradnie psychologiczno-pedagogiczne tracą prawo do wystawiania ważnych opinii. Przypomnę, poradnie, które działają oficjalnie i zgodnie z prawem, podobnie tak jak ma to miejsce w przypadku prywatnych placówek służby zdrowia. To trochę tak, jakby honorować badanie lekarza medycyny pracy wydane jedynie w państwowej przychodni.

Jeśli były jakieś nieprawidłowości, to należy je ukrócić, ale to jest zwyczajne ograniczanie dostępu do ED. Dlaczego? Otóż kolejki do poradni publicznych sięgają nawet kilku miesięcy, a dodatkowo zgodnie z zapisem w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 1 lutego 2013 r. w sprawie szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówka ta ma od 30 do nawet 60 dni na wydanie opinii. W przypadku niektórych przychodni okres może wynosić wiele miesięcy. W takiej sytuacji swoboda w podjęciu decyzji o ED jest mrzonką.

Jak ten zapis tłumaczy ministerstwo? Tym, że „informacje zawarte w opiniach wydawanych przez niepubliczne poradnie nie zawsze zawierają informacje wskazane w przepisach rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 1 lutego 2013 (…)”. Wiecie co, mam pewien pomysł – a może by tak jasno powiedzieć, że szkoły nie mają prawa honorować opinii wydanych w inny sposób? Myślę, że to mogłoby załatwić sprawę bez ograniczania się jedynie do poradni publicznej.

Jest smycz, pora na kaganiec. I w tym momencie dochodzimy do najbardziej przerażającego zdania, od którego włos mi się zjeżył na głowie, a ciarki przeszły po plecach. Otóż nie wiem, czy w formie zamierzonej, czy jako pomyłka freudowska, ale kilkukrotnie pada tam słowo „zezwolenie” w odniesieniu do dokumentu, który ma wystawiać poradnia (zainteresowanych odsyłam do akapitu 2 na stronie 8). Jest to o tyle dziwne, że zgodnie z obowiązującą ustawą decyzję o ED podejmuje dyrektor na podstawie OPINII z poradni oraz innych dokumentów. Skoro w oficjalnym stanowisku ministerstwa „poradnia” i „zezwolenie” zaczynają ze sobą korelować, to tylko patrzeć, jak to jedno słowo zostanie zmienione w ustawie. I wtedy mamy już komplet – decyzja zależna od państwowej poradni podlegającej ministerstwu. Czy tylko ja widzę w tym zagrożenie?

***

Ministerstwo oficjalnie przyznaje, że wprowadzone zmiany będą ograniczały skalę korzystania z edukacji domowej. Twierdzi co prawda, że nieznacznie, ale w moim odczuciu bardziej będzie to wynikać z braku dostępu do poradni, niż woli rodziców.

Najbardziej aroganckim i zabawnym jednocześnie zdaniem w raporcie z konsultacji publicznych (a przynajmniej części dotyczącej ED) jest stwierdzenie, że „zaproponowane zmiany powodują korzyści finansowe dla niektórych rodziców (brak opłat za zezwolenie z poradni, niższe koszty dojazdu na terenie województwa)”. To tak nachalna forma manipulacji, że aż brakuje mi słów, żeby to opisać. Otóż chciałam uświadomić szanownemu ministerstwu, że taka możliwość była cały czas i ci, dla których te rozwiązania były najkorzystniejsze właśnie z nich korzystali. To wszystko pod przykrywką dbania o obywatela i jego dobro. Dziękuję za wszechwiedzę o tym, co będzie dla nas korzystniejsze. Powody tych zmian mają się tak do wspierania edukacji domowej (co Minister Zalewska wielokrotnie deklarowała), jak zjadanie o północy golonki do racjonalnej diety.

O co tu tak właściwie chodzi? W moim odczuciu o potrzebę ścisłej kontroli oraz powstrzymanie tendencji odpływania uczniów ze szkół państwowych. Chcecie dane? Proszę! Nie jestem w stanie dać głowy za ich wiarygodność, bo czerpię je z publikacji prasowych, ale jeśli są prawdziwe, to dynamika ta jest znacząca. W artykule z marca 2015 pada informacja, że uczniów w ED jest ponad tysiąc, w styczniu 2016 samo ministerstwo podaje, że dzieci tych jest ponad 6 000, opublikowany 1 listopada artykuł mówi już o ponad 7 tysiącach, natomiast Stowarzyszenie Edukacji w rodzinie dzisiaj na swoim facebooku podzieliło się informacją, że liczba ta przekroczyła 10 000. Nie mam bezpośredniego dostępu do niepodważalnych danych, ale jeśli sytuacja tak wygląda to trochę się nie dziwię, że MEN wpadł w popłoch. Szkoda tylko, że zamiast zastanowić się nad powodami, próbuje jedynie tuszować efekty – ot, taki plasterek. I tak się odklei.

Źródła:

Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2017 (str. 28 dokumentu)

Raport z konsultacji publicznych dotyczących projektu: prawo oświatowe (str. 6 – 8)

Przyjęcie projektów zmian

Dane marzec 2015

Dane styczeń 2016

Dane 1 listopada 2016

Dane 10 listopada 2016

Zdjęcia: Chwile w kadrze

 

 

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!

  • Aniu dopiero się odzywam bo potrzebowałam czasu na spokojne doczytanie i odniesienie się do tematu, a moje życie ostatnio pędzi jak szalone. Piszesz o rzeczach, które bardzo mi pasują do ogólnej tendencji, która zaczyna zastępować w naszym pięknym kraju demokrację. Mam na myśli wpełzający „zamordyzm”. I celowo piszę „wpełzający”, bo tak cichaczem, to tu, to tam, nagle wskakują ustawy ze słownictwem, które ociera się o sformułowania reżimowe. Co więcej, tłumaczenie wszystkich posunięć przy pomocy „oszczędności”, to takie bałamucenie ludzi socjalizmem, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Rozdajmy co mamy, a potem „róbta co chceta”. Smycz i kaganiec, jak mówisz. A potem? Łańcuch? I faktycznie zaczyna się mieć wrażenie, że jak prywatne to zaraz wróg. Bo myśli samodzielnie i ma inicjatywę. A to już niesie ze sobą niebezpieczeństwo, czyż nie?

    • Ech, odczucia mamy podobne. Wiesz, najbardziej mnie irytuje to wmawianie, że to wszystko dla naszego dobra. Świetnie się tu „sprawdza” też metoda małych kroków, czy też plasterkowania – po trochę, żeby za bardzo się nie burzyli.