Hyde Park

Ołówek pierwszoklasisty

3 marca 2015

Będąc dzieckiem nie rozumiałam wielu rzeczy – jak w nasionku schowane jest całe drzewo, skąd biorą się słowa, które tak samo brzmią, a mają inne znaczenie oraz dlaczego gumka w ołówku starcza na mniej więcej trzy użycia. Tak szczerze mówiąc to nadal tego nie rozumiem, ale okazało się, że tajemnica ołówka gnębiła nie tylko mnie.

Być może zagadnienia te nie wpłynęły jakoś znacząco na moje życie, za to temat ołówka powrócił, kiedy Junior poszedł do szkoły. Życie pierwszoklasisty sprowadza się do pisania liter – w zeszycie, w ćwiczeniach, na dodatkowych kartach, dużych, małych, pojedynczo i w słowach. A że litery te nie zawsze są mistrzostwem kaligrafii to trzeba zostawić to, co ładne, a sprawnie pozbyć się tego, co niepotrzebne. Precyzyjnie.

Któregoś dnia moja mama zobaczyła, jak Junior męczy się nad kolejną linijką tekstu i z zakamarków szafki wyciągnęła szczyt marzeń mojego dzieciństwa – ołówek, który do połowy jest gumką. Ta dam, tusz! Przesadziłabym mówiąc, że wzruszenie odebrało mi mowę, ale skwitowałam to w myślach słowem „nareszcie”. Wyprodukowała je firma o bardzo polsko brzmiącej nazwie Koh-i-noor i są dostępne w normalnych sklepach (ja akurat kupuję w Auchan pakowane po trzy sztuki, ale z tego co wiem to można je też kupić w sklepach dla plastyków). Aha, ważna sprawa, niech Was nie zwiedzie nazwa, bo teoretycznie są to ołówki do sudoku – dla mnie, to ołówek pierwszoklasisty. W ten sposób moje marzenie o ołówku z gumką, która się nie kończy, zostało spełnione. Czasem tak niewiele do szczęścia nam potrzeba.

A jednak trochę głupia sprawa pisać o ołówku 🙂

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!