Hyde Park

Nie dotykaj mojego dziecka

21 czerwca 2015

Stało się. Zaklinałam się, że blog będzie miejscem z praktycznymi pomysłami dla domu i kuchni, bez lania wody, politykowania i naprawiania świata. Ale ta sprawa narasta we mnie od jakiegoś czasu, aż w końcu przybrała rozmiary kwalifikujące do operacji. Siostro, skalpel!

Nie wiem czy to tylko mój problem – bo Dzidek taki słodki, bo ma takie śliczne okrągłe poliki, dwa zęby jak kasowniki i uroczo odstające uszy – domyślam się, że jednak nie jest to kwestia wyjątkowości (niezaprzeczalnej zresztą) mojego dziecka, a raczej traktowania każdego człowieka w wieku poniżej 5 lat jako własności wspólnej. Przy drugim dziecku zdążyłam uodpornić się już na ciągłe pytania w stylu: ile waży, co je i dlaczego nie ma na głowie czapki, pochodzące od obcych osób. Nie rusza mnie to, zresztą, napisano już o tym wiele. Ale skąd, na Boga, wzięło się to nagminne przywłaszczanie sobie prawa do dotykania obcych ludzi?

Być może to moja wina, być może swoją otwartością zachęcam innych do spoufalania się. W końca gbura nikt zaczepi. W mojej głowie to funkcjonuje jednak jako całkiem odrębne rzeczy. Możemy być mili, życzliwi i uśmiechnięci dla wszystkich, jednak dotyk i kontakt fizyczny zostawiamy dla bliskich znajomych i rodziny. Czy to jest nielogiczne?

Po pierwsze to łamanie prawa dziecka do intymności i naruszanie jego strefy bezpieczeństwa. Kiedyś znajomy opowiadał mi historię, którą pozwolę sobie przytoczyć, detali nie pamiętam, ale, choć zasłyszana wiele lat temu, bardzo mocno zapadła mi w pamięć. Córkę owego znajomego, chodząca wtedy jeszcze do przedszkola, zaczepiało w rogu sali trzech chłopców. Mała, nie zastanawiając się długo, utorowała sobie przejście z kąta kopniakami w nader wrażliwe miejsca. Po tym zajściu jej rodzice zostali wezwani na pogadankę i poinformowani, że dziewczynka pobiła kolegów. Znajomy najpierw wysłuchał relacji córki, a potem zadał przedszkolance miażdżące pytanie – jak oceniłaby tę sytuację, gdyby działa się ona 15 lat później? – jedna dziewczyna i trzech próbujących ją zastraszyć facetów. Właśnie, bo dlaczego zachowania, które w dorosłym życiu uznalibyśmy za agresywne, naruszające naszą godność i bezpieczeństwo, w najlepszym wypadku niekulturalne, z łatwością przychodzi nam zaakceptować w stosunku do dzieci? Dlaczego tak trudno wyobrazić nam sobie, jak my sami czulibyśmy się w analogicznej sytuacji? Pomyślcie, że ktoś obcy podchodzi do Was na ulicy i głaszcze po policzku. Moja pierwsza myśl – „świr czy cham?” – i w sumie nie wiadomo co gorsze.

Zupełnie odmienną, choć równie ważną kwestią, jest po prostu sprawa higieny. Kiedy przyjeżdżam z Dzidkiem po Juniora do szkoły to często dziewczynki z klasy przybiegają się z nami przywitać. One wpatrzone w małego jak w obrazek, on w nie tak samo. Znają się, lubią (Dzidek wyraża to w mało werbalny, ale jednak klarowny do zrozumienia sposób). Ustaliliśmy z nimi prostą zasadę – mogą dotknąć go tylko za nogę. Zasada jest ustalona, mądre dziewczyny się jej trzymają, wszyscy są zadowoleni. Ale kiedy widzę jak obca osoba wyciąga rękę w kierunku twarzy albo usiłuje złapać Małego za dłoń (przypomnę – tę samą dłoń, która 583 razy dziennie bezwiednie ląduje w paszczy w poszukiwaniu kolejnych kasowników) to budzi się we mnie dzikie zwierzę. Jak w slow motion widzę psa sąsiadki, którego ta pani przed chwilą głaskała, banknoty, które przewinęły się przez jej ręce, a dwa dni temu płacił nimi za drinka gość po uprzednim skorzystaniu z toalety (rąk już nie umył, bo szkoda czasu) albo eleganckie rotawirusy urzędujące na klamce apteki, z której właśnie pani wyszła. Tak, tak, uprzedzam wszelkie wątpliwości, mam świadomość, że na moich rękach też to wszystko jest, dlatego będąc w przestrzeni miejskiej – w sklepie, środkach transportu czy szkole – staram się nie dotykać Dzidka po twarzy i dłoniach, a pierwszą rzeczą, jaką robię po przyjściu do domu jest mycie rąk. I nie chodzi tu o wychowywanie dzieci w sterylności, w żadnym wypadku. Ale o zachowanie podstawowych zasad higieny.

Dlatego reaguję. Zwykle ludzie się reflektują. I tu jeszcze jedno bardzo ważne wtrącenie – nie piętnuję ludzi, ale zachowania. To często bardzo sympatyczne osoby i mam świadomość, że nie ma w tym złych intencji. Ale jednocześnie w błogiej nieświadomości temu malcowi, którym właśnie się zachwycają mogą wyrządzić krzywdę. Tu nie ma miejsca na konwenanse i obawę, by kogoś nie urazić. Ma być grzeczne, ale stanowczo.

Kobiety w ciąży coraz wyraźniej mówią, że ich brzuch to nie królicza łapka i wbrew zwyczajom jego dotykanie wcale nie przynosi szczęścia, przed zaczepianiem obcych psów niektórych hamuje strach przed ugryzieniem, dziecko obronić może tylko rodzic. Stoję więc jak ten cerber na straży godności i bezpieczeństwa mojego Dzidka. I wiecie co, bałam się, że nie będzie praktycznie, a jednak jest. W sumie to możecie wydrukować sobie to zdjęcie, wyciąć i zawiesić na wózku. Dzidek to dosyć uniwersalne imię. A jak trzeba będzie to i wersję dla Dzidki zrobię 🙂

Uprzejmie_uprasza_sie_o_niedotykanie_dzidka_2

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!