Hyde Park

Moich 10 NAJ 2015 roku

30 grudnia 2015

Mijający rok był dla mnie przełomowy, zdaje się, że mogę go zakwalifikować, jako jeden z najważniejszych w moim życiu. Działo się wiele i wiele się zmieniło. Będzie bardzo prywatnie i ckliwie, zapraszam na Moich 10 NAJ 2015 roku.

1. Największy sukces – z założeniem bloga nosiłam się od dłuższego czasu, wykonywałam już pewne ruchy i gdzieś w czeluściach internetu, na blogowym cmentarzysku, spoczywają sobie projekty, które tak naprawdę nie zdążyły się zacząć, nim się skończyły. Tym razem było inaczej. Poszło błyskawicznie – impuls, decyzja, nazwa, domena, hosting, WordPress i z zapałem ruszyłam do blogowania. A potem pojawiliście się Wy, pierwsze wejścia, komentarze, polubienia na fb i w ogóle zrobiło się magicznie. Z każdym tygodniem jest nas tutaj coraz więcej, kocham to i bardzo Wam dziękuję. Tak naprawdę to, że tu jesteście i wracacie jest moim największym sukcesem ubiegłego roku 🙂

2. Największe wyzwanie – być może niektórzy już się domyślają, że chodzi o przejście na edukację domową. Wierzyłam, że to dobra decyzja, czułam to całą sobą, a jednak przez jakiś czas obawa nie odstępowała mnie na krok. Bałam się, że nie sprostam i w pewnym momencie mnie to przerośnie, zastanawiałam się, jak będę w stanie pogodzić nauczanie Filipa z opieką nad Dzidkiem. Po pierwszym semestrze mogę odtrąbić całkowity sukces. Obawy, jak to często bywa, przerastały rzeczywistość, choć też trzeba przyznać, że dały nam niezłego kopa do działania i motywowały do ciężkiej pracy zarówno mnie, jak i mojego małego dzielnego ucznia 🙂

3. Najodważniejszy krok – jest on bezpośrednio powiązany z powyższym, choć ma jeszcze dalej idący wpływ na nasze życie. Przejście na edukację domową wymagało, żebym zrezygnowała z życia zawodowego i nie wracała po zakończeniu urlopu macierzyńskiego do pracy. Bardzo mocno odczuliśmy to finansowo i wymagało to dużej zmiany w podejściu od… prawie wszystkiego. Zaczęłam odkrywać piękno oszczędnego życia, jeszcze wiele nauki przede mną i myślę, że w kolejnym roku też trochę o tym będzie na blogu, bo okazuje się, że z wielu rzeczy nie trzeba rezygnować, wystarczy je zrobić mądrze 🙂

4. Największe emocje to zdecydowanie nasz wspólny wyjazd na Starforce. Pisałam trochę o tym ostatnio, Zlot Miłośników Gwiezdnych Wojen, który odbył się pod koniec września w Toruniu dał nam frajdy i wspomnień na długi czas. Już same przygotowania były ekscytujące, a cały weekend po prostu kipiał radością. Do Torunia przyjechaliśmy już w piątek popołudniu i jeszcze tego dnia udało nam się wejść do Żywego Muzeum Piernika. Sobota zaczęła się od pochodu fanów przebranych w kostiumy, a potem kręciliśmy się cały dzień po Centrum Sztuki Współczesnej i Starówce. Oglądaliśmy wystawę, korzystaliśmy z atrakcji, a momentami sami nią byliśmy, bo ludzie nas zaczepiali i robili sobie z nami zdjęcia. Wypad zakończyliśmy niedzielną wizytą w Domu Legend Toruńskich. W 2016 roku wracamy do Torunia na Starforce i coś mi się zdaje, że może z tego wyjść całkiem nowa świecka tradycja 🙂

5. Największe wzruszenie – próbowałam wybrać jeden moment, bo było ich trochę, ale nie potrafiłam. Większość z nich jednak była związana z Filipem, dlatego uznaję, że największym wzruszeniem 2015 jest on. Przywołam choć kilka momentów, które pokażą Wam, jak rozbrajający i cudowny potrafi być na co dzień. To drobne rzeczy, które sprawiają, że tak łatwo się go kocha, a mi oczy robią się mokre. Ot, choćby jak zaczął odkładać pieniądze, żeby wziąć psa ze schroniska, bo „przecież tak za darmo to nie można”. Albo jak któregoś razu powiedział z lekkim obrzydzeniem, że Iwo ma kozę w nosie. Ubabrana jak zwykle w jakimś jedzeniu stwierdziłam, że za chwilę się tym zajmę, po czym patrzę, jak wyrzuca chusteczkę do nosa i odpowiada „już wytarłem”. Innego, z kolei, dnia sam z siebie wyrzucił do dużego kosza leżące przed wejściem do domu pieluszki z ekstra ładunkiem, ot tak, żeby mi pomóc. Jednym słowem pełen rozczul <3

6. Największa duma – w tej kategorii znowu wygrywa Filip. Przepełnia mnie dumą, jak pięknie potrafi ze mną pracować, jak sumiennie wykonuje powierzone mu zadania i jak odpowiedzialnie podchodzi do naszej nauki w domu. Apogeum moja duma osiągnęła podczas egzaminów, a w szczególności, kiedy na koniec egzaminu z angielskiego pani powiedziała „Philip, I’m really impressed. You are very well prepared.”. To nie przyszło samo, to wynik naszej wspólnej pracy, którą widzę i ogromnie doceniam!

7. Największa radość to ten mały bączek kręcący się bezustannie między nogami,szperający po szufladach, poszukujący nowych wrażeń i bodźców. Każdy moment, kiedy patrzę na jego roześmianą buźkę budzi we mnie falę zniewalającej radości i wynagradza wszystko inne. Gdybym miała wybrać jeden moment, to chyba poszłabym w klasykę – pierwsze kroki do taty, które Iwo zaliczył dokładnie skończywszy roczek. To duże osiągnięcie dziecka, ale przede wszystkim znak, że dziecko rozwija się prawidłowo. Czy dla rodzica może być większa radość?

8. Największe zaskoczenieeksperyment z ryżem to było nawet więcej, niż zaskoczenie, to był prawdziwy szok. Namacalnie zobaczyłam, jaki wpływ złe i dobre słowa mają na materię. Stałam oniemiała za każdym razem, gdy słoik po kolejnych tygodniach był wyciągany z szafki. Bardzo mocne doświadczenie, przypominające mi, żeby uważać na myśli i słowa, bo to one tworzą naszą rzeczywistość.

9. Najlepsi ludzie – to już przedostatni podpunkt, choć, gdyby były układane pod względem wagi, wylądowałby pewnie na pierwszym miejscu. Jestem bardzo ekstrawertyczna, jak na introwertyka 🙂 Całkiem nieźle funkcjonuję w grupach ludzi, ale najlepiej czuję się wśród najbliższych. To dzięki nim świat jest piękniejszy.

O Marku rzadko piszę, woli pozostawać w cieniu, ale bezustannie jestem mu wdzięczna za chęci i zaangażowanie. Jestem wdzięczna za jego poczucie humoru, troskę, podejście do dzieci i to, że pomimo jedenastoletniego stażu naszego małżeństwa nie tylko nadal jesteśmy razem, ale jest nam coraz lepiej.

Brakłoby słów, gdybym chciała po kolei dziękować rodzinie i przyjaciołom. Oni wiedzą, jak wiele dla mnie znaczą, choć na co dzień są tak daleko ode mnie. Są przystanią, do której powracam tak często, jak mogę.

Ale w tym roku wydarzyło się coś jeszcze, coś na tak dużą skalę jeszcze niespotykane w moim życiu. Nagle uaktywniły się osoby, których często nie widziałam od wielu lat. Popłynęły w moją stronę nie tylko ciepłe słowa i pochwała tego, co robię, a od wielu otrzymałam wsparcie i konkretną pomoc. Coś niesamowitego. To było jak bajka, dziękuję!

10. Najpopularniejszy wpis – pewnie zauważyliście, że staram się, by każdy wpis był dla Was wartościowy. Od początku bloga stawiałam na to,by było rzeczowo, ale też ładnie 🙂 Blog zmobilizował mnie do tego, by chwycić za aparat i zacząć robić zdjęcia. Niektóre zdjęcia są lepsze, inne gorsze, ale zapewniam, że każde jest moje – podobnie jak w kuchni nie korzystam z gotowców 🙂 A żeby już nie przedłużać zdradzę, że najpopularniejszym wpisem zeszłego roku był… majonez wegański. Teraz ręka do góry – kto nastukał odsłon? 🙂

Tak w skrócie wyglądało ostatnich 12 miesięcy i moich 10 NAJ 2015 roku. Mam kilka pomysłów na 2016 rok, ale trochę boję się zdradzać. Podzielicie się swoimi?

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!