Hyde Park

Jak mali ludzie potrafią być wielcy

16 maja 2017

A miało być tak pięknie – pyszne lody dla uczczenia zdanych egzaminów. Skończyło się nerwami, wyczekiwaniem i wielkim zaskoczeniem, jak mali ludzie potrafią być wielcy.

Lody i przygody

Wracaliśmy już po ostatnim w tym roku szkolnym zdanym egzaminie, kiedy mimochodem wspomniałam, że po obiedzie moglibyśmy pojechać na lody. Padło na podatny grunt i już do końca podróży słowo to skandowano w naszym samochodzie chyba z milion razy. Nie minęło pół godziny po obiedzie, kiedy młodzieży cierpliwości zabrakło. Zapakowaliśmy się do auta i chwilę później zajadaliśmy jogurtowe lody z mango. Chłopaki wyszurali się jeszcze porządnie na placu zabaw i zaczęliśmy się zbierać, żeby zawieźć pierworodnego na popołudniowe zajęcia. Staję ja przy aucie, naciskam guzik pilota… i nic. Zero. Nul. I im bardziej naciskam, tym bardziej nic się nie dzieje.

Houston, mamy problem

W swojej pozornej przytomności umysłu wykoncypowałam, że pewnie padła bateria w pilocie i należałoby ją wymienić. Poczłapaliśmy więc na drugi koniec parku handlowego. Nic to, że trwało to jakieś 20 minut, bo mój dwulatek musiał zatrzymać się przy każdym napotkanym dmuchawcu, grunt, że dotrzeć się udało. Pan baterię wymienił i napomknął tylko, że stara to jednak nie była wcale taka zła. Był to trop. A nawet całkiem rzeczowa wskazówka, że chyba jednak byłam w błędzie i wcale nie to jest źródłem moich problemów.
Aha, czy zdążyłam już wspomnieć, że w międzyczasie zaczął padać deszcz? Zatem w drodze powrotnej moi chłopcy gustownie ubrani w staropolskim stylu w sandały i skarpety koncertowo zaliczyli KAŻDĄ kałużę. Im dalej szłam, tym bardziej bałam się dojść na miejsce, bo  już przeczuwałam, o co chodzi. Przychodzę, zaglądam przez szybkę i widzę co? Włączone światła. Wkładam kluczyk, przekręcam kluczyk w jedną, przekręcam kluczyk w drugą i nic. Przynajmniej dzieci najedzone – myślę sobie.

O przemocy i pomocy

Zaczyna się przegrzebywanie internetu i podpytywanie znajomych na facebooku co zrobić. Mija 20, 40, 60 minut, kolejne próby kończą się fiaskiem. Akumulator padł na amen, a drzwi nawet z kluczyka nie chcą się otworzyć. Stoję jak ten cieć i nie wiem co robić. W końcu dzwonię do taty, bo kto jak kto, ale tato przecież pomoże. Gdyby był na miejscu to pewnie lada chwila byłby u mnie, ale że przejechanie 350 km co nieco zajmuje to pozostały nam konsultacje telefoniczne. Opowiada mi zatem o możliwościach: 1. Na co dzień nieużywany zamek się zaciął, poruszaj mocno w jedną i w drugą stronę i szarpnij drzwiami, 2. Spróbuj ręcznie opuścić szybę, 3. Wybij szybę. Napływa we mnie totalne poczucie bezradności i wizja piętrzących się w związku z tą sprawą kosztów i na chwilę się rozklejam. W tym momencie przychodzi do mnie mój syn i mówi „Mamo, nie martw się, jest dobrze, nic takiego się nie dzieje, zawsze możemy wrócić autobusem” i mocno mnie przytula, a ja na powrót odzyskuję oddech.
Lecę do stojącego w pobliżu samochodu, przekręcam kluczyk kilka razy, trochę szarpię za drzwi i zamek puszcza, wreszcie mogę się dostać do kabli tkwiących w bagażniku. Na koniec zjawia się ON, co prawda wcale nie ubrany na biało, za to w ciemnoniebieskim Passacie (chyba, bo nie zarejestrowałam tego świadomie). Z uśmiechem nie tylko pozwala się podłączyć, ale także spokojnie czeka, aż akumulator chwilę się podładuje. Gdziekolwiek jesteś, serdecznie Ci dziękuję. Faja ze mnie, bo nie zapytałam ani o imię ani o numer telefonu, jeśli to przeczytasz to daj znać, chciałabym się odwdzięczyć.

Jak mali ludzie potrafią być wielcy

Na koniec, po prawie dwóch godzinach od rozpoczęcia tej przygody, kiedy już szczęśliwie usiedliśmy do odpalonego auta, uświadomiłam sobie clue tej sytuacji – chłopcy przez cały ten czas nie zająknęli się nawet słowem, że im źle, nudno, czy chcieliby już wracać do domu, a Filip całym sobą zajął się na placu zabaw młodszym bratem. Bujali się, zjeżdżali i przesypywali kamienie, robili wszystko, żebym ja w tym trudnym momencie mogła ogarnąć sytuację. Sami z siebie. Dzięki miłości do mnie, empatii i wrodzonej mądrości. Wiecie, te dzieci są czasem mądrzejsze od nas, to mali wielcy ludzie.

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!

  • Ewa Kujawa-Szura

    Ania sytuacji nie zazdroszczę i życzę powodzenia w odszukaniu Twojego wybawcy a dzieci Ci serdecznie gratuluje bo wyrastają na fantastycznych facetów. Pozdrawiam

    • Dzięki, Ewa. Nie zawsze jest łatwo, miewamy różne sytuacje, ale w takich sytuacjach mnie rozbrajają 🙂

  • 🙂 to są te anioły stróże, które zjawiają się gdy ich potrzeba 😀 skrzydła schowane a Passat dla niepoznaki, żebyś nie uciekła 😀 myślę, że nie musisz go szukać bo dobro zawsze wraca 🙂 Wróci i do niego 🙂