niedziela, 15 grudnia, 2019
Odchudzanie

Alkohol a dieta

237views

Alkohol – dla jednych jest gwarantem dobrej zabawy. Dla drugich – ukojeniem nerwów po ciężkim dniu pracy. Dla trzecich – zakazanym owocem, który można „zerwać” dopiero po osiemnastce lub po zakończeniu diety. Tak dobrze czytasz, po zakończeniu diety! Większość odchudzających zastanawia się czy suto zakrapiana impreza nie zaprzepaści efektów redukcji. Pomyślisz – co to za problem? Wejdź na wagę, sprawdź co pokaże. Niestety, muszę Cię rozczarować – Twoje myślenie jest błędne. Wysokoprocentowe trunki działają na nasz organizm w takim sam sposób jak kawa – odwadniają go. W związku z czym wynik nie jest wiarygodny. Na domiar złego, w Internetach piszą, że alkohol to puste kalorie, że sprzyja tyciu. Patrząc na brzuch Ferdynanda Kiepskiego, trudno się z tym nie zgodzić. A zatem pić czy nie pić? Jeśli tak to, co? W dzisiejszym wpisie postaram się odpowiedzieć na wszystkie nurtujące Was pytania. Doradzę, jaki drink wybrać. Aczkolwiek nie będę namawiać do picia – to burackie!

Pan Alkohol

Wysokoprocentowe trunki są obecne w naszej kulturze od dawna. Był one produkowane i spożywane już w starożytności! Bez względu na epokę, jedno jest pewne: nadmierne spożycie skutkuje złym samopoczuciem psychicznym oraz fizycznym – najprościej mówiąc: kacem, którego pomimo rozwoju medycyny nie udało się jeszcze ujarzmiać. W Azji leczy się go sproszkowanymi gałkami owiec (fuj!). Z kolei my, Polacy hołdujemy zasadzie ‚klin klinem”.

Pan Alkohol – wartości odżywcze

Zdaniem amatorów jest smaczny, w opinii dietetyków kaloryczny. Spójrz na poniższe zestawienie.

Kolejna zła wiadomość jest taka, że alkohol nie syci – wręcz przeciwnie! Pobudza apetyt! Owszem, po wypiciu piwa czujemy się pełni – to zasługa bąbelków, a nie składników odżywczych. Przekonał się o tym, każdy kto chociaż raz w życiu po nie sięgnął. Ów zależność została potwierdzona w licznych badaniach naukowych. Przywołam wyniki jednego z nich. Jest to eksperyment z 1999 roku. Do udziału w nim zaproszono 104 osoby z prawidłową masą ciała. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy.

  • Grupa A – porcja alkoholu 30 minut przed posiłkiem
  • Grupa B – porcja napoju bezalkoholowego 30 minut przed posiłkiem

Wnioski są następujące: osoby zasilające szeregi pierwszej grupy jadły więcej w porównaniu do tych wchodzących w skład drugiej. Rodzaj trunku nie ma znaczenia, efekt zawsze jest taki sam. Aczkolwiek najbardziej niebezpieczne dla naszej sylwetki jest piwo – wysoki indeks glikemiczny przyczynia się do gwałtownych wahań cukru we krwi, co z kolei sprzyja utracie samokontroli względem słodyczy i słonych przekąsek. Szczerze mówiąc, jak żyje nie spotkałam się z takim połączeniem.

 

Puste kalorie to nie jedyny zarzut względem alkoholu. Nasza wątroba uważa go za toksynę, której rzecz jasna zamierza się pozbyć. Rezygnując tym samym z innych obowiązków – trawienie, metabolizowanie tłuszczów. Skupia się tylko i wyłącznie na tym, co skutkuje m.in. oponką.

Czy alkohol tuczy?

I tak i nie. Spożywany w nadmiarze może przyczynić się do wzrostu wagi, tak samo jak ciemne pieczywo czy orzechy – produkty powszechnie uznawane na zdrowie. Zależność jest prosta: jesz więcej niż potrzebuje twój organizm – tyjesz. Alkohol, podobnie jak słodycze czy inne kuszące nas przekąski możemy spożywać bez szkody dla sylwetki. Wystarczy uwzględnić je w dziennym bilansie energetycznym. Ot – cała filozofia.

Czy alkohol wpływa na tempo odchudzania?

Niestety tak. Wbrew temu co przyjęło się mówić, piwo nie jest dobre na zakwasy. 😉 Spowalnia metabolizm, zmniejsza wydolność organizmu – mniej efektywne treningi, osłabia odporność – na czas grypy czy przeziębienia rezygnujemy z siłowni, utrudnia regenerację organizmu – jesteśmy przemęczeni/mamy problemy z senem.

Odchudzanie a impreza

Wszystko idzie zgodnie z planem – zdrowo się odżywiasz, trenujesz na siłowni. Waga spada w dół i to regularnie! Ciuchy stają się coraz luźniejsze, znajomi dostrzegają zmianę – komplementują, pytają jak Ty to zrobiłaś? Odpowiadasz: napisałam do Pani Kasi. Trzymam się wysłanej przez nią rozpiski. 😉 Aż tu nagle kolega wychodzi z propozycją: może clubbing w ten weekend? Tańce, alkohol i jakieś dobre jedzonko? Odmówić? Wyjdziesz na Aliena – jakiegoś dzikus. Pójść i nic nie pić? Pomyślą, że jesteś wariatką!* A może skłamać, że biorę antybiotyk? Co to, to nie! Myślisz – pójdę, pójdę tam jak gdyby nigdy nic. Będę zachowywać się, jak normalny człowiek – zjem i wypiję. Przychodzi piątek – dzień sądu ostatecznego – czyt. imprezy.

*Polak pijak, niepijący dziwadło – w naszym kraju nie brakuje stereotypów. Zetknęłam się z nimi osobiście. Sama nie piję alkoholu – względy zdrowotne. I wiecie, co? W życiu nie spotkałam się z normalną reakcją. Kiedy mówię: nie dziękuje – widzę przed sobą człowieka z dziwną miną. Coś w stylu: what the fuck? Szczerze? Bawi mnie to. Jakoś nikt nie robi problemu, kiedy mówisz że nie lubisz śledzia czy karpia. Z alkoholem jest zupełnie inaczej. Dziwadło, gorliwa katoliczka, inna? Jesteś autem? Czy może żona Ci zabroniła? Kto nie pije ten z policji! Stary, z kim jak z kim, ale ze mną się nie napijesz? Tymczasem, abstynentów przybywa. Twierdzą oni, że nie mają potrzeby spożywania wysokoprocentowych trunków – potrafią bawić się na trzeźwo.

Zanim zaczniesz przygotowania – strój, make-up, fryzura i inne – zadaj sobie pytanie: dlaczego chcesz iść na miasto? Chcesz spędzić czas ze znajomymi czy po prostu szukasz realnego przyzwolenia na to, aby zrezygnować z diety? Zaszaleć z jedzeniem i alkoholem? Zastanów się nad tym, jak będziesz się czuć. Kac, wyrzuty sumienia – czy właśnie w taki sposób chcesz spędzić wolną sobotę? Zła wiadomość jest taka, że ów stan może Ci towarzyszyć również wtedy, gdy zostaniesz w domu – zrezygnujesz z piątkowego wyjścia. Dojdziesz do wniosku, że życie na diecie jest do bani – wylądujesz z pizzą w ręku na kanapie.

Leave a Response