Edukacja domowa

5 mitów na temat edukacji domowej

8 września 2016

Kolejna wizyta w „Pytaniu na śniadanie” za mną. Dziś była wyjątkowo okraszona stresem, ponieważ w popłochu i dramatycznie spóźnieni wpadliśmy z Filipem do studia na kilka minut przed wejściem na antenę. Moim celem było przybliżenie edukacji domowej szerszemu gronu odbiorców. Byłam przygotowana na pytania, które zwykle zadają sobie ludzie, którzy słyszą o niej po raz pierwszy – swoisty przekrój mitów na temat edukacji domowej.

Wiecie, co się mówi o zapamiętywaniu? Ponoć najlepiej zapamiętujemy początek i koniec wypowiedzi. A niestety zamknięcie naszej rozmowy przez prowadzącą utwierdziło tylko widzów w jednym z największych stereotypów krążących wokół edukacji domowej. W ostatnim zdaniu (do którego już w żaden sposób nie mogłam się odnieść) padło, że gdyby ona sama uczyła dziecko w domu, to jej syn nie miałby kolegów. Chyba najpierw spąsowiałam, a potem zbladłam. Nie o to chodziło. Nie o powielanie tendencyjnego postrzegania ED.

5-mitow-na-temat-edukacji-domowej

5 mitów na temat edukacji domowej

1. Rodzicom brakuje wykształcenia pedagogicznego

Tak, to prawda – większość rodziców prowadzących dzieci w ED nie ma kierunkowego wykształcenia. Pytanie, co jest najważniejsze w procesie nauczania? Jakich nauczycieli wspominasz najlepiej? Którzy nauczyli Cię najwięcej i zafascynowali daną dziedziną? Ci najlepsi merytorycznie, czy ci, którzy potrafili o tym ciekawie opowiedzieć, przy których dobrze się czułeś i przy których łatwo było się zaangażować?

Naukowo stwierdzono, że nasz mózg ”uczy się w zachwycie”. Problem jest taki, że tego zachwytu na lekcjach wielu dyplomowanych nauczycieli brakuje. Z drugiej strony, rodzicowi zależy na tym, żeby dziecko w najsprawniejszy i najprzyjemniejszy sposób przyswoiło wiedzę. Jeśli sami nie potrafimy czegoś przekazać, to szukamy ciekawych materiałów, szukamy wsparcia z zewnątrz w postaci laboratoriów, kursów, warsztatów. Wszystkiego, co fascynuje i angażuje.

Co więcej, wielu rodzicom najbardziej zależy na tym, by to dziecko stało się motorem swojej własnej edukacji i nadać procesowi przede wszystkim motywacji wewnętrznej, zamiast tej odgórnej. Docelowo to dziecko przejmuje odpowiedzialność za zdobywanie wiedzy. Jednocześnie rodzic nie boi się przyznać do niewiedzy i jest gotów razem z dzieckiem odkrywać zagadnienia.

Jest naprawdę wielu nauczycieli, którzy z pasją przekazują swoją wiedzę uczniom – to połączenie idealne. Niestety, sama duża wiedza merytoryczna nie jest gwarantem tego, że lekcje będą prowadzone w najlepszy sposób z możliwych.

2. Dzieci są trzymane pod kloszem

Zacznijmy od podstaw – szkoła jest sztucznym tworem wymyślonym w XIX wieku na potrzeby epoki przemysłowej. Trzeba było masowo wyszkolić robotników (żeby byli w stanie obsługiwać maszyny) w zakresie do tego najpotrzebniejszym, stąd piramida ważności przedmiotów, którą znamy. Powiedz teraz, w jakich innych sytuacjach życiowych, oprócz szkoły, zdarzyło Ci się funkcjonować w grupie ludzi w jednakowym wieku i z jednakowymi (w teorii) umiejętnościami?

W późniejszym życiu przebywamy wśród zróżnicowanych wiekowo grup, w których ludzie mają swoje specjalizacje. Dynamicznie wchodzimy w różne otoczenia, mamy konieczność komunikowania się z ludźmi reprezentującymi różne środowiska. Z tym na co dzień mają styczność dzieci w ED, kiedy razem z rodzicem idą na targ, na pocztę, czy załatwić coś do urzędu. Dzieci w ED aktywnie uczestniczą w normalnym codziennym życiu domu, a także w wielu zajęciach dodatkowych, przez co muszą dopasować się do różnych grup jednocześnie. Dla nas najlepszym testem był dwutygodniowy wyjazd Filipa na obóz, gdzie nie tylko świetnie się odnalazł wśród nowych kolegów, ale też zdecydował się na nocowanie w lesie w samodzielnie wybudowanym szałasie.

3. Rodzice wybierają ED, ponieważ w szkole lub z dzieckiem jest jakiś problem

Motywacji rozpoczęcia ED jest wiele i pewnie co rodzina, to jest ona odrobinę inna. Dla części faktycznie może być to sposób poradzenia sobie z toksyczną szkołą lub możliwość zapewnienia edukacji dziecku ze specjalnymi potrzebami – niepełnosprawnymi lub z problemami neurologicznymi. Dla wielu to realizacja swojej wizji życiowej i postrzegania świata, która jest rozbieżna z tym, co prezentuje szkoła. Jeśli ktoś żyje w duchu rodzicielstwa bliskości i jest przeciwny karaniu i ocenianiu dzieci, to szkoła stoi z tym w sprzeczności. Inni widzą, że publiczny system oświaty (czy to w Polsce, czy na świecie) stał się nieprzystający do naszych czasów. Reliktem nie poprzedniej, a jeszcze bardziej zaszłej epoki, który nie przygotowuje dzieci do życia we współczesnym, dynamicznie zmieniającym się świecie.

Myślę, że wielu z nas, rodziców, ma pewną wizję pięknego świata, w którym każdy żyje swoją pasją i z niej żyje. Świata, w którym w niedzielny wieczór mediów społecznościowych nie zalewa fala smutku przed nadchodzącym poniedziałkiem. Świata pełnego szczęśliwych ludzi robiących to, co kochają.

Mało w nas motywacji negatywnej, za to dużo wiary w piękną i szczęśliwą przyszłość naszych dzieci.

4. Edukacja domowa to współczesny wymysł i fanaberia

Jestem przeszczęśliwa, że zaczynamy na powrót odkrywać mądrości, które dla pokolenia czy dwa wstecz były dosyć oczywiste. Kiedyś nazywano je mądrością ludową, potem wyśmiewano jako zabobony. Dziś niejednokrotnie nauka je potwierdza i wyjaśnia ich działanie. Coś, co jeszcze parę lat temu wydawało się obciachem, jak choćby robienie syropu z czarnego bzu, czy płukanie włosów octem odkrywamy jako nowinkę ze smakiem vintage, choć dla naszych babć było oczywistością.

Edukacja domowa jest sięgnięciem po to co dobre w przeszłości, kiedy naturalnym było to, że dziecko uczy się umiejętności w gronie rodziny i swojej społeczności. Z drugiej strony tak zindywidualizowane podejście jest dużym krokiem wprzód i tylko dzięki niemu możemy wprowadzić w dorosłe życie ludzi świadomych siebie. Obecny system wyprodukował nam niestety pokolenie sfrustrowanych trzydziestolatków, którzy nadal nie wiedzą, co im daje prawdziwą radość i co chcą robić w życiu. Wmówiono im, że szczytem ich marzeń jest praca w korporacji, tylko jakoś z czasem okazuje się, że wcale tak nie jest.

Tylko samotność pozwala nam poznać siebie. Dla dorosłych samotnością może być medytacja, modlitwa, bieganie. Dla dzieci to NUDA, która pozwala im popróbować różnych rzeczy i znaleźć te, które dają najwięcej frajdy. Dzieci w ED mają czas się nudzić. A pamiętasz, kiedy Twoje dziecko miało ostatnio czas nie robić nic? 🙂 To wielki dar.

5. Dzieci w edukacji domowej nie mają kolegów

To jest najbardziej potworny stereotyp, który ciągnie się za ED jak guma od majtek i odnosi się częściowo do trzymania pod kloszem. Pewnie zdarzą się tu wyjątki, ale większość rodzin, które znam ma wyjątkowo aktywne społecznie dzieci. Nasze dzieciaki mają nie tylko czas pobiegać po podwórku z kolegami, ale też wypełnić dzień tymi zajęciami, które szczególnie je interesują, co oznacza, że poznają dzieci żyjące podobnymi pasjami (a stąd już blisko do przyjaźni, co?).

Ja starałam się tak ułożyć program zajęć Filipa, żeby codziennie miał jakieś zajęcia. W ten sposób wstępnie powstał nam taki plan: poniedziałek – grupa wokalna, wtorek i czwartek – karate, środa – zajęcia teatralne (to jeszcze do potwierdzenia), piątek – zuchy. Do tego cotygodniowe spotkania z przyjacielem Filipa – Bartkiem i spotkania naszej lokalnej grupy ED, którą od tego roku zaczynamy budować. Serio, nasze dzieci to żadne odludki. Po prostu wybierają przyjaciół spośród rożnych grup, zamiast znajdować kilku najbliższych kolegów z jednej klasy.

Jestem bardzo wdzięczna TVP i redakcji „Pytania na śniadanie”, że w ogóle byli gotowi podjąć tak niszowy temat. Brawo dla Was. Szkoda, że na koniec został przybity taki gwoździk, ale i tak wierzę, że kropla drąży skałę i za parę lat edukacja domowa nie będzie dziwić, podobnie jak w tej chwili nikogo nie dziwi noszenie dzieci w chuście, choć jeszcze jakiś czas temu taki widok wzbudzał niezłą sensację.

Na koniec chciałam się czymś jeszcze podzielić. Choć zwykle nie mam problemu ze sformułowaniem swoich myśli, to jednak są mistrzowie w swoim fachu, którym mogłabym co najwyżej buty czyścić. Jedną z takich osób jest Ken Robinson – były wykładowca uniwersytecki, w tej chwili autor, mówca i wizjoner mówiący o konieczności zmiany w edukacji powszechnej. W swoim wystąpieniu na TEDx w pięknych słowach ujął to, co tak głęboko siedzi w moim sercu. Serdecznie zachęcam do poświęcenia tych 20 minut.

To w moim odczuciu 5 najpopularniejszych mitów na temat edukacji domowej. Czegoś brakuje?

I jeszcze disclaimer na koniec. Odczuwam duży szacunek do osób, które Filip spotkał na swoje drodze edukacji w państwowej szkole. W powyższym tekście mowa o rozwiązaniach systemowych. Nie, wcale nie uważam szkoły za zło wcielone i nie wykluczam powrotu Filipa. Ale… Po pierwsze on musi wyrazić taką wolę. Po drugie będę starała się wybrać szkołę, która realizuje program w sposób jak najbliższy temu, co my jako rodzice uważamy za ważne i prawdopodobnie będzie to wtedy szkoła w modelu Montessori lub Waldorfskim.

Za piękne zdjęcia dziękuję Chwile w kadrze!

Jestem przekonana, że te wpisy też Ci się spodobają!